Chłopiec przywitał mnie dziś siedząc na dywaniku w swoim pokoju. Kiedy usiadłam obok niego, położył mi ręce na kolanach i siedzieliśmy tak dłuższą chwilę. Opowiadałam Borysowi, co się u mnie wydarzyło i pytałam, co jego spotkało w tym tygodniu. To był bardzo miły moment. Potem nastąpił cotygodniowy schemat zajęć. Na początku było granie na cymbałkach i ćwiczenie głośnych i cichych uderzeń (Borysowi sprawiało to wyraźną radość, bo śmiał się głośno), później – krótka przerwa i ćwiczenia na logikę i koncentrację (rozróżnianie kolorów, układanie klocków i puzzli; dzisiaj zmieniłam nieco konfigurację klocków, ale nie zrobiło to na Borysie żadnego wrażenia i bez problemu wykonał ćwiczenie; przewlekanie sznurka przez bucik, co też wywoływało u chłopca entuzjazm). Po przerwie na przekąskę, zabraliśmy się do malowania na tablicy. Dzisiaj po raz pierwszy pisaliśmy na niej imię chłopca, dużymi literami, a potem przypinaliśmy na nie zamszowe magnetyczne literki. Pokazywałam Borysowi, w jaki sposób to się robi i jak wyglądają poszczególne literki. Mam nadzieję, że kiedyś uda mu się samodzielnie ułożyć swoje imię na tablicy. Przed nami jeszcze jednak dużo pracy.
Pod koniec zajęć była także zabawa piłkami i wspólne masowanie. Widać było, że chłopiec jest już bardzo zmęczony – upał dawał się nam obojgu we znaki, dlatego kilkanaście ostatnich minut spędziliśmy czytając ulubione książeczki Borysa. Ostatnio chłopiec bardzo lubi wyciągać książki z półek i oglądać je. Trochę gorzej jest, gdy próbuję razem z nim przeglądać strony i czytać mu treść, ale czasami na kilka chwil udaje mi się go do tego przekonać. Najłatwiej jest z książkami dźwiękowymi, które skupiają największą uwagę chłopca.
Nasze kolejne spotkanie już w sobotę. To będzie ostatni raz przed wyjazdem Borysa na wakacje i moim urlopem.