Biuro Młodych Fundacji Anny Dymnej Mimo Wszystko - wolontariat - wersja tekstowa


strona główna




Aktualności - | Biuro Młodych - | Nasze twarze - | Do pobrania - | Strefa wolontariusza - | Blogi - | Kontakt - |


20 grudnia - wersja graficzna tekstu

Tego dnia z Borysem był w domu jego tata. Miałam wrażenie, że chłopiec ucieszył się na mój widok, w każdym razie ładnie się ze mną przywitał, podając mi rękę.

Na początku sytuacja wyglądała tak jak podczas poprzedniego spotkania – Borys nie chciał, żeby drzwi do pokoju w którym się bawiliśmy były zamknięte i cały czas biegał do taty. Ale trwało to znacznie krócej niż poprzednio. W pewnym momencie po prostu włączyłam muzykę, zamknęłam drzwi i zaczęliśmy tańczyć. Borys uwielbia się wygłupiać. Jego ulubioną zabawą jest figura, która polega na tym, że ja chwytam go pod ręce i robię samolot, a on macha nogami w powietrzu. Uwielbia to i jak zauważyłam jest to wspaniały sposób na rozładowanie jego energii, której jako 3-latek ma strasznie dużo. Po kilku minutach takich szaleństw zawsze staram się Borysa wyciszyć. Ściszam muzykę i zaczynam mu masować nóżki, a potem całe ciało specjalną kulą do masażu. Do rączki daję mu małą gumową kulkę, którą się bawi. Potem zaczynamy się znowu bawić. Mimo, że Borys nie mówi, to można go doskonale zrozumieć, bo daje bardzo wyraźne sygnały ciałem, gdy czegoś chce. Np. kiedy ma ochotę na zabawę, to wyciąga do mnie rączki. Kiedy już długo tańczyliśmy, ja siadłam na kanapie i mówiłam, że już nie będziemy tańczyć – „zamykałam” ramiona i nie dawałam się złapać Borysowi za ręce – chwycił kulę do masażu, przejechał nią sobie szybko po całym ciele i z uśmiechem dał mi znać, że jest już po masażu i możemy się znowu bawić. To było niezwykłe – okazało się, że doskonale zrozumiał schematy, które starałam się wprowadzić w nasze spotkania, a na dodatek dowiedziałam się, że jest strasznym spryciarzem.

Był moment, w którym mogłam wypróbować moją pedagogiczną wiedzę książkową. Po wspólnej zabawie chciałam się z Borysem czegoś pouczyć – on oczywiście nie był kompletnie tym zainteresowany i dalej chciał się bawić i tańczyć – wtedy wyciągnęłam jedną z jego książek o alfabecie i zaczęłam przewracać strony i włączać elektroniczne przyciski, które się na niej znajdowały, kompletnie nie przejmując się tym co robi Borys. Chłopiec biegał po pokoju, skakał na kanapie i chciał się dalej bawić, ale po 5 minutach w końcu usiadł obok mnie i zaczęliśmy wspólne czytanie. Byłam dumna z tego, że wszystko się udało.

Spotkanie trwało ponad dwie godziny, przez cały ten czas Borys siedział ze mną przy zamkniętych drzwiach. Nawet jak patrzył w ich kierunku, to wcale nie miał ochoty ich otwierać. Może to jest moja nadinterpretacja, ale mam wrażenie, że chłopiec zrozumiał, że jak ja przychodzę, to jest czas zajęć. Mam nadzieję, że się nie pomyliłam...

Nasze następne spotkanie odbędzie się dopiero 30 stycznia. A ja już tęsknię...

 


20 grudnia 2008

Zawartość działu

| Kasia i Borys |

| Robimy za Anioły :-) |


|Level Triple-A conformance icon, W3C-WAI Web Content Accessibility Guidelines 1.0| Valid XHTML 1.0!| Valid CSS!|

ostatnia aktualizacja serwisu: 19.05.2012
liczba osób, które odwiedziły nasz serwis: 418.349


Biuro Młodych Fundacji Anny Dymnej Mimo Wszystko - wolontariat - wersja tekstowa
redakcja serwisu

© 2003-2012 Biuro Młodych Fundacji Anny Dymnej Mimo Wszystko - wolontariat - wersja tekstowa.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przy wykorzystywaniu materiałów wymagane jest podanie źródła.