Strasznie się bałam tego kolejnego spotkania z Borysem, zwłaszcza, że miała to być moja pierwsza samodzielna wizyta u niego. Wcześniej uzgodniłyśmy z Kasią plan zajęć, wydrukowałyśmy potrzebne materiały, ale i tak się potwornie bałam.
Oczywiście było cudownie. Wiem, że nadużywam tego słowa, ale inaczej nie potrafię tego wyrazić. Spędziłam z Borysem półtorej godziny. Udało mi się nawiązać z nim kontakt, bawiliśmy się, oglądaliśmy razem bajkę, jedliśmy chrupki. Na początku było mi strasznie ciężko, kiedy widziałam, że pomimo, że do niego mówię, to on nie zawsze reaguje. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do tego i po prostu starałam się być najlepiej jak umiałam. Bardzo pomogła mi rozmowa z mama Borysa. Kiedy rozmawiałyśmy Borys podszedł do mnie, wziął mnie za rękę i chciał się dalej bawić. Nie umiem opisać słowami co wtedy czułam... Na pożegnanie zostawiłam w kuchni dla niego czekoladowego Mikołajka...