Na początku puszczałam bańki mydlane i chłopiec skakał z radości na ich widok. Przez cały czas bacznie obserwował
lot baniek i denerwował się, kiedy nie udawało mi się ich zrobić. Jest to świetne ćwiczenie na rozwinięcie umiejętności koncentracji (dzieci koncentrują wzrok najczęściej na jednej bańce), wspiera koordynację wzrokowo-ruchową (łapanie uciekającej bańki), uczy zasad działania (dzieci muszą nauczyć się wszystkich czynności potrzebnych do zrobienia bańki) oraz uspokaja i pomaga w skupieniu się na jednej czynności. Nie mogłam przekonać Borysa do tego, żeby sam puszczał bańki, ale mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda, bo jest to doskonała metoda na ćwiczenie aparatu wymowy.
Borys jest chłopcem, który z zasady nie lubi nowych rzeczy, dlatego trzeba go przekonywać
i powoli oswajać z nowymi zabawkami, które potem bardzo często stają się jego ulubionymi. Tak było w przypadku małych maskotek na palce, które przyniosłam na dzisiejsze zajęcia. Borys na początku był kompletnie nimi niezainteresowany i uciekał, gdy próbowałam się
z nim bawić. Po jakimś czasie jednak, powoli się do nich przekonał. Pozwalał, żebym nakładała zabawki na palce i naśladowała odgłosy, które wykonują poszczególne maskotki - zwierzątka. Zaczął nawet sam wkładać zabawki na paluszki i w jakiś sposób się nimi bawić.
Jak co tydzień przesypywaliśmy także ryż do pojemników. Tym razem udawało się Borysowi przesypywać także makaron, co jest jego kolejnym sukcesem. A pamiętam, jak na początku podchodził bardzo sceptycznie do tego typu zabawy.
Na dzisiaj wydrukowałam także dużo fotografii Borysa i jego rodziców, żeby pokazywać chłopcu, kto gdzie jest. Na razie nie zainteresowało go to zupełnie, ale mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni.
Od kilku spotkań Borysowi dużą trudność zaczyna znowu sprawiać Knill – chłopiec wyrywa się i nie chce czekać do końca programu. Nie wiem z czego to wynika, może znudził się już programem wprowadzającym i trzeba będzie pomyśleć o następnym poziomie, a być może trzeba mu po prostu dać jeszcze więcej czasu, żeby przekonał się do tych ćwiczeń.
Na pożegnanie Borys podał mi ładnie rączkę. Byłam bardzo zadowolona po zakończeniu zajęć, sprawiły mi one ogromną radość. Chłopiec ani razu nie podchodził do drzwi, żeby je otworzyć i nie miał ochoty leżeć na kanapie i jej niszczyć, jak to bywało ostatnimi czasy. Naprawdę świetnie się wspólnie bawiliśmy. To było nasze ostatnie spotkanie przed Świętami Wielkanocnymi.