Zaczęliśmy tak jak ostatnio od wspólnej przekąski – tym razem były to ciasteczka i czekoladowy batonik. Następnie zrobiłam z chłopcem Knilla, i tym razem bez problemu wytrzymał cały program bez biegania. Pewien kłopot sprawia mu jeszcze moment, gdy trzeba pocierać jedną dłonią o drugą – Borys zwykle zaciska wtedy rączki w piąstki – ale mam nadzieję, że wkrótce i to przestanie mu sprawiać problem. Później bawiliśmy się klockami, które dzisiaj, w przeciwieństwie do poprzedniego spotkania, zainteresowały go. Zabawa polegała na wrzucaniu klocków o odpowiednich kształtach do pasujących otworów w pudełku. Nie trwało to długo, ale cieszę się bardzo, że tym razem Borys chciał się w to bawić. Jak zwykle czytaliśmy też książeczkę z alfabetem. Najwięcej czasu spędziliśmy jednak, bawiąc się specjalnie przeze mnie przygotowanym pojemnikiem, w którym był zmieszany ryż z makaronem. O ile makaron w ogóle Borysa nie zainteresował, o tyle ryż bardzo. Dokładnie oglądał ziarenka i próbował je nawet jeść, na co oczywiście mu nie pozwoliłam. Później starałam się, żeby brał ziarenka z jednego pojemnika i przerzucał je do drugiego. Na początku wyglądało to bardzo chaotycznie – Borys rzucał ziarenka na ziemię, a gdy podsuwałam mu właściwy pojemnik, to w momencie wrzucania odwracał głowę i wszystko spadało na ziemię, Tak samo Borys postępuje, odkładając np. jedzenie na talerzyk – w momencie, gdy coś odkłada, odwraca głowę i przestaje go interesować, gdzie to położy. Dlatego podczas zabawy z ryżem, w momencie gdy chłopiec wrzucał ziarenko, przytrzymywałam mu lekko główkę, aby cały czas patrzył na pojemnik, do którego je wrzuca. Po kilkunastu próbach Borys sam zaczął w końcu patrzeć na pojemnik, gdy wrzucał do niego ziarenko. Przez kilka minut zupełnie samodzielnie i z pełnym sukcesem przerzucał ziarenka. Byłam z niego bardzo dumna. W nagrodę obejrzeliśmy bajkę o Noddym.
Na koniec wzięłam jego nową książkę ze słowami, która posiada specjalne przyciski. Kiedy naciśnie się konkretny przycisk pod obrazkiem, wówczas zostaje odczytane to, co znajduje się na obrazku. Borys początkowo podchodził do tego bardzo sceptycznie i tylko patrzył, jak ja naciskałam przyciski, ale potem pozwalał, żebym brała jego paluszek i naciskała odpowiednie obrazki. W końcu udało mu się samodzielnie nacisnąć przycisk.
Podczas całych zajęć głośno chwaliłam chłopca i zachęcałam go do dalszych działań – to bardzo ważne. Nasze następne spotkanie odbędzie się już w sobotę.