Wersja tekstowawersja tekstowaKanał RSSRSS


Zaloguj się




Przypomnij hasło
Rejestracja w systemie


Odwiedź inne strony naszej Fundacji:

Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko
Każdy ma swoje Kilimandżaro
Republika Marzeń

Nawigacja: www.biuromłodych.org / Blogi / Z życia wolontariuszy / Kasia i Borys /


11 lipca

Dzisiejszy dzień był dla mnie niezwykle ciekawą lekcją. Przekonałam się, że to co dla mnie jest interesujące, dla Borysa wcale nie musi takie być…

Dziś byłam z Borysem w Radwanowicach, gdzie dogoterapeuci z fundacji Ama Camen prowadzili zajęcia ze swoimi psami. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że chłopiec nie jest za bardzo zainteresowany psami – w ogóle nie patrzył w ich kierunku, a kiedy terapeuta albo ja staraliśmy się go zachęcić do zabawy, złościł się i wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie ma na to ochoty. O wiele bardziej interesowało go otoczenie i spacer po podwórku. Nie chcieliśmy go do niczego zmuszać, dlatego po krótkim zwiedzaniu okolicy, wróciliśmy do domu. Dalsze zajęcia przebiegły bardzo spokojnie. Borys nie wyrywał się przy Knillu (co mu się często zdarza) i byłam bardzo zadowolona z tego, jak wszystko przebiegło. Dużo czasu poświęciliśmy na ćwiczeniu odgłosów różnych zwierząt. Borys ma specjalne książeczki dźwiękowe, w których oprócz zwierzątek na obrazkach, są przyciski, po naciśnięciu których słychać odgłos odpowiedniego zwierzątka. Chłopiec na początku nie chciał ich naciskać, ale potem udało mi się go przekonać do tego, żeby odkrywał zwierzątka, które były ukryte na obrazkach, a ja wtedy wciskałam odpowiedni przycisk. Pracowaliśmy w ten sposób przez kilka minut. Zauważyłam, że Borys najchętniej bawi się książeczkami w jeden sposób – przewraca bardzo szybko kartki książki i tak naprawdę fascynuje go tylko sama jej struktura. Dlatego teraz przerywam mu, gdy tak robi i próbuję pokazać mu to, co jest na obrazkach. Borysowi zwykle się to nie podoba i próbuje dalej robić po swojemu. Po jakimś czasie albo udaje mi się go na chwilę zainteresować jakąś książką, albo w ogóle odmawia współpracy i wtedy zaczynamy się bawić w coś innego. Dzisiaj powróciliśmy z Borysem do ćwiczeń z ryżem. Dość dawno ich nie robiliśmy, ale chłopiec doskonale pamiętał o co chodziło, i bez problemu przerzucał ryż z jednego pojemnika do drugiego. Potem ćwiczyliśmy to samo z makaronem – zadaniem Borysa było wybrać makaron z ziarenek ryżu i wrzucić go to trzeciego pojemnika. Raz się to udawało, a raz nie, ale ogólnie ćwiczenie przebiegło bardzo sprawnie. Zauważyłam, że gdy dane zadanie trwa za długo, Borys zaczyna się wygłupiać i np. rozrzuca ryż specjalnie na podłogę, zamiast wrzucać go do pojemnika. Dlatego nauczyłam się, że nic nie może trwać za długo.

Jak zwykle graliśmy piłkami, wymieniając się nimi po kilku rzutach. Jestem niemal pewna, że Borys w pewnym momencie podczas zabawy powiedział coś na kształt „rzucamy” – to jest stała formuła, którą powtarzam podczas naszej zabawy, abyśmy w tym samym czasie wyrzucili piłeczki. Byłam z niego bardzo dumna! Nasze następne zajęcia już za tydzień.


Wstecz Drukuj pdf Poleć stronę
Brak komentarzy

Data ostatniej aktualizacji: 30.01.2012, godz. 23:34 :: Licznik odwiedzin: 380.116
2003-2012 Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”