Wersja tekstowawersja tekstowaKanał RSSRSS


Zaloguj się




Przypomnij hasło
Rejestracja w systemie


Odwiedź inne strony naszej Fundacji:

Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko
Republika Marzeń
Każdy ma swoje Kilimandżaro

Nawigacja: www.biuromłodych.org / Blogi / Z życia wolontariuszy / Kasia i Borys /


25 kwietnia

W czasie dzisiejszych zajęć z Borysem, zdałam sobie sprawę, że od dłuższego czasu zapominam, że chłopiec ma autyzm.

Zupełnie naturalnym stało się dla mnie komunikowanie się z nim w określony sposób, nie przeszkadza mi już to, że Borys nie odpowiada na moje pytania i nie zawsze reaguje na moje słowa – i tak cały czas do niego mówię i przyzwyczaiłam się do tego, że powtarzam kilka a nawet kilkanaście razy jedno zdanie czy słowo, zanim Borys na nie zareaguje. Przebywanie z Borysem bardzo dużo mnie uczy – przede wszystkim cierpliwości i systematyczności w tym, co robię. Wiadomo, że nie zawsze mam siłę, żeby poświęcać pół soboty na to, żeby prowadzić z chłopcem zajęcia. Z drugiej strony sprawia mi to taką radość, że bardzo szybko zapominam o zmęczeniu. Poza tym wiem, że nie mogę go zawieść – jemu prawdopodobnie nie zrobiłoby dużej różnicy, gdybym przestała do niego przychodzić, ale po efektach widzę, że nasze spotkania chyba jednak wpłynęły na Borysa i mam nadzieję, że w jakiś sposób mu pomogły. Praca z dziećmi zawsze dawała mi wielką satysfakcję, ale nie wiedziałam, że praca z chłopcem, który nie potrafi wyrazić swojej radości na mój widok i powiedzieć, że lubi się ze mną bawić, będzie dla mnie równie dużą przyjemnością. Chociaż tak naprawdę nie do końca jest prawdą, że Borys nie umie wyrażać swoich emocji – np. kiedy jakaś zabawa szczególnie mu się podoba i nie chce jej przerywać, to czasami chwyta mnie za rękę i chce, żebyśmy to kontynuowali. Kiedy Borys leży sobie na mnie po skończonym Knillu, albo śmieje się, kiedy udaję konika, gdy on siedzi na moich kolanach – są to momenty, które tak naprawdę ciężko opisać i nazwać uczucia, które mi wtedy towarzyszą. Nie ukrywam, że bardzo często zastanawiam się, czy to co robię, ma w ogóle sens i czy pomaga chłopcu – mam nadzieję, że tak.

Dzisiaj Borys w ciekawy sposób reagował na maskotki-zwierzątka, które przynoszę od pewnego czasu. Nie wiem czemu, ale ogromną radość sprawiało mu branie ich do rączek 
i leżenie z nimi na kanapie. Co jakiś czas brał nowe zwierzątko i głośno się przy tym śmiał.

Troszę czasu poświęciliśmy także dzisiaj na kolorowe plansze z obrazkami, na których narysowane były różne przedmioty, jak np. piłka czy lalka. Posadziłam sobie Borysa na kolanach i pokazywałam mu przez ok. 3 sekundy jeden obrazek, mówiąc głośno, co na nim jest, zmieniając go potem na inny. Obrazków było około dziesięciu i powtórzyłam całą serię trzy razy – przy ostatniej chłopiec był już trochę znudzony, ale przytrzymałam go, żeby wytrzymał do końca. Był to podobny sposób do ćwiczenia słówek jak nasze cotygodniowe czytanie książki z alfabetem – tylko tutaj Borys nie przewracał sam stron i mógł się skupić jedynie na tym, co przedstawiały poszczególne obrazki.

Nasze kolejne spotkanie już za tydzień.


Wstecz Drukuj pdf Poleć stronę
Brak komentarzy

Data ostatniej aktualizacji: 30.01.2012, godz. 23:34 :: Licznik odwiedzin: 380.116
2003-2012 Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”