Wersja tekstowawersja tekstowaKanał RSSRSS


Zaloguj się




Przypomnij hasło
Rejestracja w systemie


Odwiedź inne strony naszej Fundacji:

Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko
Każdy ma swoje Kilimandżaro
Republika Marzeń

Nawigacja: www.biuromłodych.org / Blogi / Z życia wolontariuszy / Kasia i Borys /


14 lutego

Dzisiejsze spotkanie rozpoczęliśmy z Borysem od małej przekąski. Zjedliśmy po połowie pączka, Borys pił sok, a ja kawę.

Na początku chłopiec jak zwykle trochę marudził i chciał zostać z tatą, ale kiedy zamknęłam drzwi, grzecznie usiadł na dywanie i zaczął się bawić. Zajęcia rozpoczęliśmy od Knilla, który w zeszłym tygodniu sprawił Borysowi trochę kłopotu. Tym razem było zupełnie inaczej. Chłopiec już prawie się nie wyrywał i wykonywał grzecznie wszystkie polecenia, o które prosił go głos z płyty. Przy niektórych pozycjach zatrzymywał się dłużej, jakby się zastanawiał i badał swoje ciało. Szczególnie interesowały go paluszki u rąk. W pewnym momencie zaczęłam mu je liczyć i pokazywać także na swoje ręce. Kiedy skończyliśmy, myślałam, że Borys znów mi się wyrwie i zacznie szybko robić coś innego, ale było zupełnie inaczej. Borys leżał spokojnie i słuchał programu do końca. Kiedy po kilku innych zabawach, pokazałam mu gdzie jest magnetofon, do którego wkłada się płyty, Borys położył się na podłogę i zachowywał tak, jakby znowu chciał robić Knilla. Wydaje mi się, że to bardzo ważne, bo pozwala mu na oswojenie się z własnym ciałem i poznawanie siebie. Przy okazji poznaje również mnie.

Podczas zajęć Borys reagował w dwojaki sposób – albo chętnie się bawił i robił to, o co go prosiłam, albo był tym kompletnie niezainteresowany, kładł się na kanapie 
i przykrywał poduszkami. Nie obchodziło go nawet budowanie z klocków. Chętnie natomiast czytał książeczkę z alfabetem i to kilka razy – w paru momentach naprawdę wydawało mi się, że próbuje nazwać konkretne rzeczy, o których mu wcześniej czytałam. Bardzo zainteresowały go owoce w książce, więc podeszliśmy do stolika i pokazałam mu winogrona, tłumacząc, że to właśnie są owoce. Dałam mu jedno grono, żeby mógł je dotknąć i poznać jego kształt. Nie udało mi się jednak go namówić do tego, żeby je zjadł.

Bardzo zależy mi na tym, żeby Borys zaczął mówić… ale wiem, że trzeba na to dużo czasu, muszę być cierpliwa. Mam nadzieję, że te nasze zajęcia choć troszkę mu w tym pomogą. Na następne spotkanie zamierzam wymyślić dla niego jakieś nowe zabawy. Ciekawe jak zareaguje…


Wstecz Drukuj pdf Poleć stronę
Brak komentarzy

Data ostatniej aktualizacji: 30.01.2012, godz. 23:34 :: Licznik odwiedzin: 380.116
2003-2012 Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”