Wersja tekstowawersja tekstowaKanał RSSRSS


Zaloguj się




Przypomnij hasło
Rejestracja w systemie


Odwiedź inne strony naszej Fundacji:

Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko
Festiwal Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty
Republika Marzeń

Nawigacja: www.biuromłodych.org / Blogi / Z życia wolontariuszy / Kasia i Borys /


7 lutego

Po ponad miesięcznej przerwie znowu spotkałam się z Borysem. Przed spotkaniem zastanawiałam się, czy chłopiec mnie pamięta i jak będą wyglądały nasze zajęcia.

Kiedy przyjechałam, Borys ładnie się ze mną przywitał, podał mi rączkę i pobiegł do pokoju, w którym zawsze mamy zajęcia. Wydawało mi się, że był ożywiony i bardziej niż do tej pory reagował na to, co się działo wokół. W styczniu spędził dwa tygodnie na obozie terapeutycznym, a cały pierwszy tydzień lutego chodził na terapię metodą Tomatisa – jest to trening słuchowy przeprowadzony za pomocą urządzenia zwanego elektrycznym uchem, który ma usprawnić czynne słuchanie.

Spędziłam w pokoju z Borysem około dwóch godzin. Chłopiec już bez problemu pozwolił zamknąć drzwi od pokoju i w czasie trwania zajęć tylko dwa razy podchodził do drzwi, próbując je otworzyć. Wtedy ja zamykałam je z powrotem, mówiąc, że jeszcze chwilę się pobawimy. Borys nie protestował i wracał spokojnie do pokoju – wyglądało to tak, jakby chciał sprawdzić, ile jeszcze czasu zostało nam do końca zajęć.

Dzisiejsze spotkanie było podobne do poprzedniego – zrobiłam z Borysem Knilla, czytaliśmy książeczkę z alfabetem, tańczyliśmy i robiliśmy samolot, oglądaliśmy bajkę „Lippy & Messy”, co jakiś czas robiłam mu masaż gumową kulą i specjalną szczotką. Zaobserwowałam, że Borys nie mógł się długo skupić na jednej czynności. Pod koniec programu wprowadzającego Knilla, który trwał osiem minut, zaczynał się wyrywać i chciał robić coś innego. Bajki też nie oglądnął do końca. Obserwując go, zauważyłam, że chłopiec sam zaczyna wykonywać czynności, które zwykle robimy razem – kiedy położyłam na stoliku książkę z alfabetem, to Borys po pewnym czasie podszedł do niej i zaczął przewracać kartki. Kiedy skończyliśmy czytać, podszedł do płyt DVD i chciał oglądać bajkę. Potem znowu chciał tańczyć. Gdy skończyliśmy tańce i usiadałam na kanapie, biorąc do ręki kulę do masażu, Borys brał ją ode mnie i sam zaczynał się masować. Nie wiem na ile to był przypadek, a na ile świadome działanie chłopca. Wszystkie te czynności trwały jednak dosyć krótko.

Na pożegnanie Borys podał mi rękę, a ja starałam się, żeby popatrzył mi 
w oczy. Strasznie się za nim przez ten miesiąc stęskniłam i cieszę się, że znowu będziemy się widywali w każdą sobotę. Następne spotkanie wypada w Walentynki.


Wstecz Drukuj pdf Poleć stronę
Brak komentarzy

Data ostatniej aktualizacji: 30.01.2012, godz. 23:34 :: Licznik odwiedzin: 380.116
2003-2012 Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”