|
Nawigacja: www.biuromłodych.org / Nasze twarze / Magdalena Rzymkowska Magdalena Rzymkowska (ur. 1984 r.) absolwentka m.in. oligofrenopedagogiki, kształcenia wczesnoszkolnego i wychowania fizycznego, grafiki komputerowej, animacji 3D i montażu video oraz studium teatralnego . Mieszka w Zabrzu i tam pracuje w szkole integracyjnej.
O tym, czym jest dla niej wolontariat: Po prostu dawaniem siebie, spontanicznie lub celowo, bez oczekiwania na wdzięczność (spontanicznie, ponieważ prawie codziennie wykonujemy jakieś działania spontaniczne nie zastanawiając się, czy ktoś nam za to zapłaci, podziękuje, przytuli, np. co tygodniowe wyrzucanie śmieci sąsiadce 95-letniej, robienie zakupów, powiadomienie lekarza, czasami po prostu bycie przez chwilę razem itd., lub pomoc spontaniczna każdego dnia temu kto jej po prostu potrzebuje w różnych sytuacjach. To zwykła dobroć pcha nas do działań wolontariackich, to również zmierzanie się z życiem. Natomiast celowe dawanie siebie po to, by komuś pomóc, organizowanie czegoś dla innych – to dopiero jest frajda, bo ma się świadomość bycia. Każdy człowiek potrzebuje być potrzebny, by życie nie stało się stagnacją i pustką, by nabrało wartości. Myślę, że mam w sobie chęć niesienia pomocy innym. Życie to nie wegetacja, to działanie. Wiem, że czasami drobnostka może uszczęśliwić kogoś drugiego i, nawet gdyby to miało być chwilą to warto tę chwilę dać drugiemu. Przecież chodzi oto, aby każdy człowiek w życiu czuł – lub chociaż na chwilę poczuł – się szczęśliwy. Pamiętam w życiu o tym, że: „Tak mało trzeba nam i dużo tak, aby szczęśliwym być i drugiemu szczęście dać”. O wolontariacie w Fundacji „Mimo Wszystko”: Przede wszystkim staram się być na każde wezwanie. Pech chce, że mieszkam w Zabrzu i nie mogę wpadać do Fundacji tak sobie, codziennie, ale jestem otwarta na wszelkie wyzwania. Jeden telefon, e-mail i robię wszystko, by przyjechać i ofiarować swą pomoc. I tak od paru lat uczestniczę w Ogólnopolskim Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie „Albertiana”, od wielu lat pomagam w półfinałach i finałach Festiwalu Zaczarowanej Piosenki (kiedy zbliżają się terminy tych imprez, szukam ludzi, u których mogłabym się przespać, wsiadam w pociąg i przyjeżdżam). Za każdym razem jest to dla mnie wielkie przeżycie, ogromna adrenalina i niewypowiedziana radość. Uczestniczę także w różnego typu akcjach: np. 1% na Fundację – rozwożę ulotki po Śląsku, rozdaję ludziom oraz namawiam, by ten 1% przekazali. Brałam też udział w akcji „W tym roku Mikołaj jest kompletnie Zielony”, rozpowszechniałam tę akcję wśród aktorów, w teatrach, wśród znajomych, w szkole, na terenie Śląska, a także sama uczestniczyłam w tej akcji w Warszawie. Wszelkie inicjatywy związane z Fundacją, o których się dowiaduję, rozpowszechniam w swojej okolicy i innych miastach śląskich, jak również namawiam do uczestnictwa w tych inicjatywach (np. sama kiedyś przygotowywałam chłopca niepełnosprawnego do Festiwalu Zaczarowanej Piosenki). Zorganizowałam zbiórkę żywności i potrzebnych rzeczy dla osób niepełnosprawnych, załatwiłam sponsora i dzięki temu kilka osób otrzymało na święta super paczki. Z wielką przyjemnością biorę również udział w różnego typu aktywnościach Fundacji, np. „Małe Kilimandżaro – Mazury 2010” czy też w obozie integracyjno-szkoleniowym w Lubiatowie. Jeśli jestem potrzebna i mogę jakoś pomóc, to staram się włączać w działania Fundacji. Ograniczeniem jest troszkę, jak już wspomniałam, moje miejsce zamieszkania, ale się nie poddaję i staram się działać. Czasami, żałuję, że jestem tak daleko, gdybym mieszkała w Krakowie i miałabym tam pracę, na pewno byłabym w Fundacji codziennie i pewnie zawsze znalazłabym tam coś, co należałoby zrobić. O wolontariacie poza Fundacją „Mimo Wszystko”: Działam jeszcze jako wolontariuszka w WOŚP, w „Mówimy obrazami”, jak również w „Psitul mnie” – adopcji zwierzaka przez Internet. Swego czasu pomagałam także organizacji „Kocham, nie biję”. Jeśli jest jakaś potrzeba, którą mogę spełnić w formie wolontariatu dorywczo, na pewno chętnie się w nią włączam. Jednakże uważam, że najważniejsze jest być wiernym i pracować dla jednej organizacji, zawłaszcza, gdy się w niej też spełnia, czuje się to, co się robi. Wtedy też robi się to coś z największym poświęceniem, oddaniem i zaangażowaniem. Na co dzień pracuję w szkole z oddziałami integracyjnymi i tu wiele organizuję dla osób niepełnosprawnych, by umilić im życie szkolne (spotkanie z ciekawymi aktorami, artystami, lub ciekawymi ludźmi a także z tymi, którzy się nie poddają i mimo niepełnosprawności dają radę). Uważam, że w tej pracy też jest wiele wolontariatu. O tym, dlaczego ludzie powinni sobie wzajemnie pomagać: Człowiek jest tak skonstruowany, jest istotą stadną – samo życie pcha go do drugiego człowieka. Nikt nie jest doskonały ani samotną wyspą, ale każdy jest wyjątkowy i, jak powiedział Bruno Ferrero: „Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem; możemy latać tylko wtedy, gdy obejmujemy drugiego człowieka”. Potrzebujemy siebie wzajemnie w różnych sytuacjach, pogodnych i radosnych, smutnych i trudnych, zatem warto sobie pomagać. Wokół nas jest ogrom bólu, smutku i samotności, a życie za krótkie do tego, by tylko miało taką treść. Każdy ma prawo do szczęścia, choć nie każdemu jest ono dane, zatem warto pomagać, aby każdy mógł latać i choć na chwilę poczuć się szczęśliwym. Taką i tylko taką mam odpowiedź na to pytanie… O niezwykłościach swojego wolontariatu: Spotkało mnie wiele wyjątkowych rzeczy podczas pracy w Fundacji. Wielkim dla mnie wyróżnieniem jest to, że zostałam zaakceptowana, że powierza mi się odpowiedzialne zadania. Cieszę się, że mogę być z innymi wolontariuszami i pracownikami Fundacji, że się spotykamy. Niezapomnianym dla mnie przeżyciem było to, że pojechałam na obóz do Lubiatowa. Było pracowicie, odpowiedzialnie, ambitnie, wesoło. Ten wyjazd pozostawił w pamięci wiele ciekawych wspomnień i historyjek. Spartańskie wychowanie, ciekawe warunki pobytu, odpowiedzialne zadanie zorganizowania festynu dla miejscowej ludności itd., a także – przede wszystkim – spora dawka śmiechu, radości i mile spędzonych chwil. Uważam, że mój wyjazd do Lubiatowa to duże wyróżnienie dla mnie. Również czymś niezwykłym, co do tej pory wspominam tak jak Lubiatowo, był rejs po Mazurach z osobami niepełnosprawnymi – „Małe Kilimandżaro – Mazury 2010”. Tutaj też doświadczyłam wiele wspaniałych wzruszeń, zabawnych sytuacji, ale gdybym chciała o wszystkim napisać myślę, że powstałaby książka. Uważam, że dla mnie ta wyprawa była - Wielkim Kilimandżaro. Podczas niej musiałam zmierzyć się ze swoimi słabościami, doskonalić współpracę w grupie, uczyć się akceptowania siebie nawzajem. Było tam wiele wzruszeń, smutku, łez, ale również ogromna dawka radości. Jedną z pięknych chwil, o której nie zapomnę, było to, jak jeden z uczestników rejsu, który na początku bał się z kimkolwiek rozmawiać, pod koniec rejsu podczas rozmowy ze mną powiedział, że to były jego pierwsze wakacje takie piękne i że na początku bał się, bo nie wiedział, jak go przyjmiemy, czy go zaakceptujemy takim, jakim jest, ale teraz gdy rejs się kończy, uważa, że było to dla niego coś niesamowitego, otworzył się bardziej na ludzi. No i co z tego, że łezka w oku nam wszystkim się zakręciła. To było coś niesamowitego, coś, co na pewno długo pozostanie w mej pamięci. I takich historyjek można by było pisać i pisać… Wielką satysfakcją i niezmierną radością jest dla mnie to, że z wieloma ludźmi, których poznałam dzięki Fundacji, jak również wieloma osobami niepełnosprawnymi, mam stały kontakt. Myślę, że to jest najważniejsze. Często wspieram poznane osoby niepełnosprawne w ich codziennych działaniach, w podejmowaniu różnych zadań, rozmawiamy o trudach i radościach, i to jest piękne. W ten sposób nie czują się oni niepotrzebni, a wręcz umocnieni, a co za tym idzie, ja też się tak czuję. Gdyby nie Fundacja, być może nigdy bym ich nie poznała… a naprawdę są ciekawi i bardzo cenię ich i te spotkania. Organizuję na terenie mojej szkoły spotkania z ciekawymi ludźmi. Między innymi gościłam laureata Festiwalu Zaczarowanej Piosenki i zdobywcę Kilimandżaro, Łukasza Żelechowskiego. Było to wspaniale spotkanie, zarówno dla Łukasza jak i uczniów. W 2010 roku zorganizowałam w mojej szkole, wraz z dzieciakami, zbiórkę rzeczy dla osób, które potrzebują pomocy. Zebrałam sporą ilość, z czego bardzo się cieszyłam. Zrobiłam kilka wielokilogramowych paczek i wysłałam do osób najbardziej potrzebujących. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, gdy po jakimś czasie otrzymałam kartki pocztowe od tych rodzin, do których wysłałam paczki (od starszej pani, babci, która opiekuje się osobą niepełnosprawną z rodziny oraz dziewczynki i jej mamy), z podziękowaniem za okazaną pomoc i dostarczenie wielu radości itd. Było to dla mnie niezwykle wzruszające.Warto pomagać mimo wszystko. Czuję wielką satysfakcję, kiedy na Zaczarowanej Piosence spotykam się z ludźmi, laureatami poprzednich edycji, którzy mnie rozpoznają, którzy do mnie zwracają się z prośbą o różne rzeczy i mówią, że wiedzą, że ja sobie z tym poradzę, i szybko załatwię to, o co mnie proszą, bo przecież od tylu lat tutaj jestem i na pewnych rzeczach się już znam. To miłe uczucie, że mają do mnie zaufanie. O tym, co lubi: Lubię ludzi, lubię ludzi rożnych profesji, ludzi ciekawych i tych prostych i tych wszystkich, których spotykam na swojej drodze życia lubię ich poznawać, lubię sport, grać w kosz, siatkówkę, tenis ziemny, pływać, jeździć na łyżwach, konno itd. Uwielbiam żeglować, chodzić po górach, zachwycam się poezję śpiewaną, lubię musicale, blues i jazz, muzykę klasyczną, lubię czytać dobre książki i zwiedzać wszystko, co się da. Ale kocham, kocham teatr, bo teatr to jest inny świat. Teatr jest specyficznym zapachem, który uwielbiam, skrzypieniem desek sceny i starych foteli, wytartą kurtyną itd. Teatr... dla mnie jest tak naprawdę trochę sensem życia, często jest jego odbiciem. Ma znaczenie duchowe. Tylko tam mogę uciec od szarej rzeczywistości, w której nie zawsze jest mi dobrze. Już nawet nie chodzi o sam teatr w sensie fizycznym, ale o to, co dzieje się w mojej głowie czy sercu, na samą myśl o nim. Teatr to jakiś inny stan świadomości. Często sama, w chwilach zwątpienia, w zmęczeniu problemami i samym życiem, siadam w kącie, włączam muzykę i przenoszę się w świat wyobraźni. A gdy mam taką możliwość, uciekam w magię teatru. Moja dewiza: „Dzień bez teatru, to dzień stracony.” Lubię się śmiać, cieszyć, lubię, gdy jest wiosna i gdy pada deszcz i pierwszy śnieg… Lubię życie… O swoich marzeniach: Marzę o tym, by być zdrowa, założyć szczęśliwą i kochającą się rodzinę, mieć dzieci oraz posiadać stałą pracę, dającą radość i zadowolenie – możliwość realizacji siebie. Marzę, by moi rodzice żyli jak najdłużej i byli zdrowi. Marzę o tym, by ludzie stali się lepsi, by było wokół nas więcej wzorców pozytywnych do naśladowania, by było radośniej i weselej; by ludzie nie zapominali wzajemnie o sobie, by się wspierali i sobie pomagali. By mieć marzenia i by się spełniały. |
||||||
Data ostatniej aktualizacji: 19.05.2012, godz. 17:13 :: Licznik odwiedzin: 417.296 |
|||||||